Walentynki już jutro, jestem ciekawa czy macie jakiś pomysł na makijaż z tej okazji. Jeśli nadal jesteście w kropce i nie wiecie jaki makijaż wybrać, mam dla Was dwie propozycje. Pierwsza delikatna, bardziej naturalna. Droga to co dla tych odważniejszych z Was - mocno zaznaczone oko. Zarówno w jednym jak i drugim makijażu zrezygnowałam z mocnych ust.

Ostatnio mam totalną obsesje na punkcie mocno rozświetlających makijaży. Uwielbiam błysk na kościach policzkowych i nosie. W pierwszym makijażu - tym delikatniejszym postawiłam również na mocno rozświetlone powieki, które przy sztucznym świetle będą wyglądały przepięknie. Zarówno w jednym jak i drugim makijażu postawiłam na mocne konturowanie, które jak dla mnie jest totalnym must have na wieczorne wyjścia.

Makijaż, który widzicie poniżej jest naprawdę bardzo prosty! Z pomalowaniem oka w ten sposób poradzi sobie nawet osoba początkująca.


Kosmetyki które wykorzystałam w tym makijażu:

TWARZ (takie same kosmetyki w jednej i drugiej propozycji):
1. Jeśli chodzi o bazę pod podkład nałożyłam ją tylko o wyłącznie na kości policzkowe. Bazą był rozświetlacz w płynie Joko. Ostatnio przeprosiłam się z tym produktem i używam go non stop :) Rozświetlenie jakie daje jest spektakularne. Na przepiękny różowo-brzoskwiniowy kolor. ładnie stapia się ze skórą i równomiernie rozprowadza.
2. Podkład jaki użyłam to u mnie nowość - Eveline Ideal Cover Full Hd. Mój kolor to 202 Pastel. Mimo że ma od dość lejącą i lekką konsystencję, możecie osiągnąć naprawdę dobre krycie. Przy dwóch cienkich warstwach jest w stanie skutecznie zakryć niedoskonałości. 
3. Korektor pod oczy to już standard - wszystkim znany Catrice Camouflage nr 010. 
4. Konturowanie na mokro wykonałam korektorem L.A Girl Pro Conceal w kolorze Toast. Jest to ciemny brąz w ciepłym odcieniu. Uwielbiam ten korektor. Pięknie się rozciera i jest idealny do konturowania czoła.
5. Całą twarz oraz baking pod oczami zrobiłam pudrem bananowym Wibo. 
6. Rozświetlenie to ostatnio mój konik :) Wróciłam do paletki Lovely "Nobody's Perfect ... but me".  Najnieśniejszy rozświetlacz z tego zestawu to istne cudo! Wygląda przepięknie. Muszę koniecznie znaleźć jakiś odpowiednik tego produktu.  
7. Konturowanie na sucho dokończyłam kolejnym niedrogim ulubieńcem czyli bronzerem z drobinkami Smart Gir Get More w numerze 2.


OCZY:
Makijaż oka jest mega prosty i szybki. Do jego wykonania użyłam właściwie dwóch cieni. 
1. Cieniem bazowym jest pojedynczy cień My Secret Double Effect 404. Ten odcień to idealny "dzienniak". Zawiera w sobie drobinki, które bardzo ładnie rozświetlają spojrzenie.
2. Cieniem, który nałożyłam w kąciku zewnętrznym był jeden z perłowych brązów z palety Makeup Revolution I Heart Chocolate. Cień nosi nazwę "Smooth Criminal". 
3. Za błysk, który widzicie na reszcie powieki to wspomniany wcześniej rozświetlacz z Lovely :)
4. W samym kąciku wewnętrznym nałożyłam sypki cień/pigment My Secret Stardust w odcieniu nr 4.

USTA:
1. Jako pomadki użyłam dosłownie odrobinę Golden Rose liquid matte lisptick w numerze 01.

MAKIJAŻ NR 2

Druga propozycja jest nieco bardziej skomplikowana i wymaga chociaż odrobinę wprawnej ręki. Usta nadal zostawiłam bardzo delikatne, całą uwagę zwracają oczy.


  Kosmetyki:

TWARZ: użyłam dokładnie tych samych produktów, których wcześniejszym makijażu.

OCZY:
1. Do zaznaczenia załamania powieki wykorzystam paletę Zoeva Cocoa Blend i cienie "Substitute for love" oraz "Freshly Toasted". To dwa matowe cienie, które idealnie nadają się właśnie do tego celu.
2. W kąciku zewnętrznym (mino że tego nie widać) użyłam ciemnozielonego cienia z palety Morphe Brush 35u. Z tej samej palety wykorzystałam również turkusowy cień, który widzicie na środku powieki.
3. Aby dodać jeszcze więcej blasku na turkus nałożyłam pyłek/brokat z Essence w numerze 02 "me and my unicorn".
4. Kącik wewnętrzny rozświetliłam tym samym pyłkiem, który wykorzystałam we wcześnieszym makijażu: My Secret Stardust w odcieniu nr 4.
5. Na ustach mam tą samą pomadkę jak wyżej ale z dodatkiem błyszczyku My Secret 306 Nude To Go.




Atopowe zapalenie skóry (AZS), zwane wypryskiem atopowym, egzemą, a niegdyś świerzbiączką (łac. prurigo) Besniera, wypryskiem alergicznym lub alergicznym zapaleniem skóry, w dermatologii i alergologii określane jako przewlekła dermatoza (zapalna) – przebiegająca z okresami zaostrzeń i remisji choroba skóry, której towarzyszy uporczywy i nawrotowy świąd oraz liszajowacenie skóry.
                                                                                                                  źródło: Wikipedia 

 Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że ten post będzie baaardzo długi. Dlatego żeby nie zamęczyć Was nasza historią podzieliłam ją na poszczególne akapity. 

     Jeszcze będąc w ciąży bardzo martwiłam się tym, że dziecko będzie miało problemy zdrowotne... jak 99% kobiet w ciąży. Nie wiem czemu ale jakoś podświadomie martwiłam się właśnie o skórę. No i masz babo placek! Wykrakałam!

Niewinne początki... 
 Wszystko zaczęło się dość niewinnie mianowicie od małego różowego placka na lewym policzku Szymka. Zaniepokojona tym faktem zaczęłam szperać w internecie ... znalazłam coś na temat atopowego zapalenia skóry. Przeczytałam objawy, które tak mnie przestraszyły, że stwierdziłam, że My na pewno tego nie mamy. Na początku sądziłam, że to po prostu liszaj, który zejdzie za kilka dni i po problemie. 

Zaczynając temat AZS nie sposób nie poruszyć kontrowersyjnego tematu jakim są szczepionki i tego jaki mają wpływ na organizm dziecka.
Jeszcze długo przed tym jak zaszłam w ciąże i w ogóle planowałam dziecko, powiedziałam sobie, że w razie czego gdy stanę kiedyś przed tym wyborem szczepić nie będę. Bałam się.Jednak w momencie kiedy urodził się Szymek, zajęta innymi sprawami, rekonwalescencją po cesarskim cięciu, nauką opieki nad noworodkiem po prostu wyleciało mi to z głowy. Temat szczepień powrócił jak bumerang w momencie kiedy położna środowiskowa ustaliła termin pierwszego szczepienia. Proponowała szczepionki 6w1 jednak już wtedy zaczęłam przypominać sobie czego tak bardzo kiedyś się obawiałam. No ale jak na młodą matkę przystało stwierdziłam, że przecież lekarze wiedzą co robią i nie zrobią krzywdy mojemu dziecku. Ostatecznie wybraliśmy szczepionki NFZ. 
Pamiętam dzień przed planowanym, pierwszym szczepieniem jak dziś. Panika, panika i jeszcze raz panika. Coś mówiło mi z tyłu głowy "nie idź, zrezygnuj z tego". Chciałam schować dziecko tak żeby nikt się o niego nigdy nie upomniał. Nie chciałam iść do przychodni, próbowałam namówić męża żeby szedł sam z Szymkiem. Ostatecznie poszliśmy razem... ja sztywna ze sztywna ze strachu, maż spokojny, Szymek nieświadomy. Nie było tak źle, Szymek płakał tylko chwilkę. Po szczepieniu zero NOP-u. Było ok. I tym sposobem zaszczepiliśmy nasze dziecko jeszcze dwa razy - dwa kolejne miesiące. 

Przeklęte pneumokoki... 
Żeby łatwiej było zrozumieć nasz problem muszę wrócić do drugiego szczepienia - pierwszej dawki pneumokoków. Od tego wszystko się zaczęło ale zanim skojarzyłam fakty trochę minęło...
Dwa tygodnie po wspomnianym szczepieniu na policzku u Szymka pojawił się różowy, płaski, suchy placek. Nie dawał żadnych objawów oprócz tego, że po prostu był. Nie miałam pojęcia co to jest i postanowiłam działać. Pomagał rumianek i smarowanie kremem Bambino. Smarowałam i przemywałam buzię przegotowaną wodą kilka razy dziennie, Pomogło. Za ok tydzień lub dwa mieliśmy kolejne szczepieni - druga dawka pneumokoków. Powtórka z rozrywki - znowu dwa tygodnie po pojawił się placek. Placek, który już właściwie z nami został aż do dziś... Od tamtego szczepienia minęło prawie pół roku... No i się zaczęło... Problemy ze snem, brak apetytu. Myślałam, że to skok rozwojowy. Nie kojarzyłam faktów. Po pewnym czasie pojawiła się kolejna zmiana - na obojczyku.Wtedy przestałam zupełnie radzić sobie z własnym dzieckiem... Płacz 23 godziny na dobę zero snu. Myślałam, że gorzej być nie może... mogło. Trafiliśmy do lekarza - dermatologa w naszej miejscowości. Pani przepisała maść robioną oraz krem Locoid, który miał pomóc gdy będzie gorzej. Nie pomógł. Gehenny ciąg dalszy. Kolejna wizyta była u naszej pediatry. Stwierdziła również AZS. Zmiana mleka na Nutramigen, który miał pomóc. Pediatra zdiagnozowała też skazę białkową... Stała diagnoza u większości lekarzy - jedli AZS to na pewno skaza. O dziwo Szymek polubił paskudny Nutramigen ale poprawy jak nie było tak nie było. Kolejny lekarz. Kropelki przeciw swędzeniu Fenistil - duża dawka. Nie pomogło. Załamywałam ręce, nie mogłam spać po nocach. Zadręczałam się. Swędzenie i rozdrażnienie Szymka osiągnęło zenit. Nie pamiętam 5 tygodni z naszego życia. Spałam po 3h na dobę. W dzień cały czas nosiłam go na rękach. Nie mogłam odłożyć ani na minutę bo zaraz był płacz. Szymek nie spał w dzień, a gdy już zasnął budził się z płaczem. Drapał się wszędzie. Najbardziej swędziały go plecy, po których nie miał jak się podrapać...W nocy wiercenie zamieniło się dosłownie w rzucanie po łóżku ... całonocne... Ząbkowanie to pikuś uwierzcie mi.
 
Druga dawka pneumokoków... jak widać na lewym policzku jest jeszcze ślad po wcześniejszym "placku".


Szymek kończy 4 miesiące. Policzek już bardzo zaogniony - dwa tygodnie do drugiej dawce...

Kolejne dwa tygodnie później. Najgorsze stadium AZS, które miał na buzi. Zdjęcie było robione w dzień pierwszej wizyty u dermatologa w naszym mieście.





11 dni po wizycie i leczeniu. Wszystko wróciło. Zajęty został też drugi policzek
Stan skóry przed wizytą u krakowskiej dermatolog...


Jest nadzieja ?
Pod koniec października, trafiliśmy do dermatolog w Krakowie. Ona jako pierwsza w ogóle oglądnęła nasze dziecko! Uwierzycie, że żaden z wcześniejszych lekarzy nie oglądał go wcale albo zobaczył tylko buzię. Lekarka stwierdziła stan pod ostry. Przepisała maść - antybiotyk ze sterydami. Teraz pewnie przeciwnicy sterydów mnie zjedzą i stwierdzą, że jak mogę smarować dziecko sterydem... Otóż droga osoba zanim mnie osądzisz przeżyj to co my i pomęcz się trochę z tą paskudną chorobą, wtedy pogadamy inaczej. Wracając do lekarki... dostaliśmy również świetny krem, którym możemy smarować Szymka ile razy dziennie chcemy - krem łagodzący swędzenie. Był też syrop - uspokajający, pomagający na problemy skórne. Lekarka stwierdziła, że Szymek musi spać w nocy bo inaczej skóra nie zregeneruje się. Uprzedziła również, że skóra może pogarszać się podczas ząbkowania, co faktycznie ma miejsce. 

Poprawa
Powiem Wam szczerze, że był to jedyny lekarz, którego leczenie faktycznie przyniosło efekty. Już po 2-3 dniach była ogromna poprawa. Podmienili nam dziecko! Szymek bardzo się uspokoił. Zrobił się radosny :) Inne dziecko. Nie chce sobie nawet wyobrażać (choć myślałam o tym non stop) jak on musiał się czuć... Lekarka zaleciła również, że gdy znowu pojawią się brzydkie placki, należy smarować je antybiotykiem. W tym momencie smarujemy się bardzo sporadycznie. Raz na tydzień lub rzadziej tylko jeden dzień. 

Puki co postęp jest naprawdę spory. Plecki bardzo się wybieliły. Placek na buzi praktycznie zupełnie zszedł. Faktycznie kiedy Szymek ząbkuje polik lekko się zaróżowi ale jest to powiedzmy 10% z tego co było.


Dwa tygodnie po leczeniu :)
Stan skóry z 6.02.2018r. Zdjęcie wykonane zaraz po kąpieli. Buzia właściwie jest czysta. Na pleckach jasne plamki. Większa i najbardziej sucha plamka znajduje się na udzie - co widać na zdjęciu. Jest to w miarę nowe znamię ale mam nadzieję, że je tez opanujemy :)

Jak widzicie nasza historia wcale nie jest usłana różami. Mam tylko nadzieję, że jeśli te problemy były właśnie przez szczepionkę, Szymek w końcu pozbędzie się z organizmu tych toksyn i wszystko wróci do normy.

AZS to często walka z wiatrakami, długa i wyczerpująca walka ale mimo wszystko nie nalezy się poddawać. 

Jeśli macie jakieś pytania dajcie znać w komentarzu lub mailowo: marta.wojnarowska87@gmail.com
Hej! Zapraszam na otwarcie pierwszego SHINYBOX  w tym roku. Znajdziecie w nim siedem różnych produktów. Wszystkie z nich są pełnowymiarowe. Zapraszam na przegląd zawartości. Na koniec dowiecie się co myślę  o tym pudełku i czy warto je zamówić:)