Atopowe zapalenie skóry - nasza historia



Atopowe zapalenie skóry (AZS), zwane wypryskiem atopowym, egzemą, a niegdyś świerzbiączką (łac. prurigo) Besniera, wypryskiem alergicznym lub alergicznym zapaleniem skóry, w dermatologii i alergologii określane jako przewlekła dermatoza (zapalna) – przebiegająca z okresami zaostrzeń i remisji choroba skóry, której towarzyszy uporczywy i nawrotowy świąd oraz liszajowacenie skóry.
                                                                                                                  źródło: Wikipedia 

 Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że ten post będzie baaardzo długi. Dlatego żeby nie zamęczyć Was nasza historią podzieliłam ją na poszczególne akapity. 

     Jeszcze będąc w ciąży bardzo martwiłam się tym, że dziecko będzie miało problemy zdrowotne... jak 99% kobiet w ciąży. Nie wiem czemu ale jakoś podświadomie martwiłam się właśnie o skórę. No i masz babo placek! Wykrakałam!

Niewinne początki... 
 Wszystko zaczęło się dość niewinnie mianowicie od małego różowego placka na lewym policzku Szymka. Zaniepokojona tym faktem zaczęłam szperać w internecie ... znalazłam coś na temat atopowego zapalenia skóry. Przeczytałam objawy, które tak mnie przestraszyły, że stwierdziłam, że My na pewno tego nie mamy. Na początku sądziłam, że to po prostu liszaj, który zejdzie za kilka dni i po problemie. 

Zaczynając temat AZS nie sposób nie poruszyć kontrowersyjnego tematu jakim są szczepionki i tego jaki mają wpływ na organizm dziecka.
Jeszcze długo przed tym jak zaszłam w ciąże i w ogóle planowałam dziecko, powiedziałam sobie, że w razie czego gdy stanę kiedyś przed tym wyborem szczepić nie będę. Bałam się.Jednak w momencie kiedy urodził się Szymek, zajęta innymi sprawami, rekonwalescencją po cesarskim cięciu, nauką opieki nad noworodkiem po prostu wyleciało mi to z głowy. Temat szczepień powrócił jak bumerang w momencie kiedy położna środowiskowa ustaliła termin pierwszego szczepienia. Proponowała szczepionki 6w1 jednak już wtedy zaczęłam przypominać sobie czego tak bardzo kiedyś się obawiałam. No ale jak na młodą matkę przystało stwierdziłam, że przecież lekarze wiedzą co robią i nie zrobią krzywdy mojemu dziecku. Ostatecznie wybraliśmy szczepionki NFZ. 
Pamiętam dzień przed planowanym, pierwszym szczepieniem jak dziś. Panika, panika i jeszcze raz panika. Coś mówiło mi z tyłu głowy "nie idź, zrezygnuj z tego". Chciałam schować dziecko tak żeby nikt się o niego nigdy nie upomniał. Nie chciałam iść do przychodni, próbowałam namówić męża żeby szedł sam z Szymkiem. Ostatecznie poszliśmy razem... ja sztywna ze sztywna ze strachu, maż spokojny, Szymek nieświadomy. Nie było tak źle, Szymek płakał tylko chwilkę. Po szczepieniu zero NOP-u. Było ok. I tym sposobem zaszczepiliśmy nasze dziecko jeszcze dwa razy - dwa kolejne miesiące. 

Przeklęte pneumokoki... 
Żeby łatwiej było zrozumieć nasz problem muszę wrócić do drugiego szczepienia - pierwszej dawki pneumokoków. Od tego wszystko się zaczęło ale zanim skojarzyłam fakty trochę minęło...
Dwa tygodnie po wspomnianym szczepieniu na policzku u Szymka pojawił się różowy, płaski, suchy placek. Nie dawał żadnych objawów oprócz tego, że po prostu był. Nie miałam pojęcia co to jest i postanowiłam działać. Pomagał rumianek i smarowanie kremem Bambino. Smarowałam i przemywałam buzię przegotowaną wodą kilka razy dziennie, Pomogło. Za ok tydzień lub dwa mieliśmy kolejne szczepieni - druga dawka pneumokoków. Powtórka z rozrywki - znowu dwa tygodnie po pojawił się placek. Placek, który już właściwie z nami został aż do dziś... Od tamtego szczepienia minęło prawie pół roku... No i się zaczęło... Problemy ze snem, brak apetytu. Myślałam, że to skok rozwojowy. Nie kojarzyłam faktów. Po pewnym czasie pojawiła się kolejna zmiana - na obojczyku.Wtedy przestałam zupełnie radzić sobie z własnym dzieckiem... Płacz 23 godziny na dobę zero snu. Myślałam, że gorzej być nie może... mogło. Trafiliśmy do lekarza - dermatologa w naszej miejscowości. Pani przepisała maść robioną oraz krem Locoid, który miał pomóc gdy będzie gorzej. Nie pomógł. Gehenny ciąg dalszy. Kolejna wizyta była u naszej pediatry. Stwierdziła również AZS. Zmiana mleka na Nutramigen, który miał pomóc. Pediatra zdiagnozowała też skazę białkową... Stała diagnoza u większości lekarzy - jedli AZS to na pewno skaza. O dziwo Szymek polubił paskudny Nutramigen ale poprawy jak nie było tak nie było. Kolejny lekarz. Kropelki przeciw swędzeniu Fenistil - duża dawka. Nie pomogło. Załamywałam ręce, nie mogłam spać po nocach. Zadręczałam się. Swędzenie i rozdrażnienie Szymka osiągnęło zenit. Nie pamiętam 5 tygodni z naszego życia. Spałam po 3h na dobę. W dzień cały czas nosiłam go na rękach. Nie mogłam odłożyć ani na minutę bo zaraz był płacz. Szymek nie spał w dzień, a gdy już zasnął budził się z płaczem. Drapał się wszędzie. Najbardziej swędziały go plecy, po których nie miał jak się podrapać...W nocy wiercenie zamieniło się dosłownie w rzucanie po łóżku ... całonocne... Ząbkowanie to pikuś uwierzcie mi.
 
Druga dawka pneumokoków... jak widać na lewym policzku jest jeszcze ślad po wcześniejszym "placku".


Szymek kończy 4 miesiące. Policzek już bardzo zaogniony - dwa tygodnie do drugiej dawce...

Kolejne dwa tygodnie później. Najgorsze stadium AZS, które miał na buzi. Zdjęcie było robione w dzień pierwszej wizyty u dermatologa w naszym mieście.





11 dni po wizycie i leczeniu. Wszystko wróciło. Zajęty został też drugi policzek
Stan skóry przed wizytą u krakowskiej dermatolog...


Jest nadzieja ?
Pod koniec października, trafiliśmy do dermatolog w Krakowie. Ona jako pierwsza w ogóle oglądnęła nasze dziecko! Uwierzycie, że żaden z wcześniejszych lekarzy nie oglądał go wcale albo zobaczył tylko buzię. Lekarka stwierdziła stan pod ostry. Przepisała maść - antybiotyk ze sterydami. Teraz pewnie przeciwnicy sterydów mnie zjedzą i stwierdzą, że jak mogę smarować dziecko sterydem... Otóż droga osoba zanim mnie osądzisz przeżyj to co my i pomęcz się trochę z tą paskudną chorobą, wtedy pogadamy inaczej. Wracając do lekarki... dostaliśmy również świetny krem, którym możemy smarować Szymka ile razy dziennie chcemy - krem łagodzący swędzenie. Był też syrop - uspokajający, pomagający na problemy skórne. Lekarka stwierdziła, że Szymek musi spać w nocy bo inaczej skóra nie zregeneruje się. Uprzedziła również, że skóra może pogarszać się podczas ząbkowania, co faktycznie ma miejsce. 

Poprawa
Powiem Wam szczerze, że był to jedyny lekarz, którego leczenie faktycznie przyniosło efekty. Już po 2-3 dniach była ogromna poprawa. Podmienili nam dziecko! Szymek bardzo się uspokoił. Zrobił się radosny :) Inne dziecko. Nie chce sobie nawet wyobrażać (choć myślałam o tym non stop) jak on musiał się czuć... Lekarka zaleciła również, że gdy znowu pojawią się brzydkie placki, należy smarować je antybiotykiem. W tym momencie smarujemy się bardzo sporadycznie. Raz na tydzień lub rzadziej tylko jeden dzień. 

Puki co postęp jest naprawdę spory. Plecki bardzo się wybieliły. Placek na buzi praktycznie zupełnie zszedł. Faktycznie kiedy Szymek ząbkuje polik lekko się zaróżowi ale jest to powiedzmy 10% z tego co było.


Dwa tygodnie po leczeniu :)
Stan skóry z 6.02.2018r. Zdjęcie wykonane zaraz po kąpieli. Buzia właściwie jest czysta. Na pleckach jasne plamki. Większa i najbardziej sucha plamka znajduje się na udzie - co widać na zdjęciu. Jest to w miarę nowe znamię ale mam nadzieję, że je tez opanujemy :)

Jak widzicie nasza historia wcale nie jest usłana różami. Mam tylko nadzieję, że jeśli te problemy były właśnie przez szczepionkę, Szymek w końcu pozbędzie się z organizmu tych toksyn i wszystko wróci do normy.

AZS to często walka z wiatrakami, długa i wyczerpująca walka ale mimo wszystko nie nalezy się poddawać. 

Jeśli macie jakieś pytania dajcie znać w komentarzu lub mailowo: marta.wojnarowska87@gmail.com

Share:

5 komentarze

  1. Aż trudno mi w to wszystko uwierzyć. Tzn. nie jest mi trudno uwierzyć w cała historie tylko w to ze AZS może być wywołane przez szczepionkę. Czy ktoś potwierdził ze to wlasnie jej wina?
    Do tej pory byłam przekonana, ze to kwestia genów.
    My mamy problem ze snem. Moj syn jako noworodek potrafił w nocy obudzić się raz na piersi. Od długiego czasu (5-6 miesięcy) walczymy w ciągłym budzeniem się w nocy, co 1-2-3 godziny. Wierze ze to nie jest wina szczepionek chociaż teraz mam mętlik w głowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety może być przez szczepionki. W momencie kiedy zaczełam kojarzyć fakty, szukałam w internecie ulotki szczepionki, którą dostał Szymek (druga dawka pneumokoków). W przychodni nikt nigdy nie pokazał mi żadnej ulotki. W skutkach ubocznych było niestety napisane AZS... Tak naprawdę szczepionki powodują bardzo dużo różnych chorób i schorzeń. Niestety w Polce szczepienie jest obowiązkowe. Szkoda tylko że 99% rodziców nie jest wcale uświadamianych jakie niebezpieczeństwo może to ze sobą nieść...

      Usuń
  2. Dr. Wakefield tak atakowany przez medycynę akademicką udowodnił, że szczepionka MMR powodowała zapalenie jelitowe u dzieci. Doszła tam jeszcze hipoteza, że może to powodować autyzm, rozpoczęła się wielka nagonka, został uznany za oszusta i historia w tym miejscu się kończy.
    Tylko, że jego badania zostały potwierdzone przez kilka innych ośrodków medycznych/badawczych.
    Nie będę pisał o autyzmie, bo tego nigdy nie udowodnił to była hipoteza, udowodnił natomiast że szczepionka powodowała zapalenie jelit.
    Błogosławione dzieci, które mogły urodzić się normalnie, przechodząc przez układ rozrodczy mają kontakt z bakteriami matki, które zasiedlają takiego malucha zaczynając budować jego odporność od pierwszego krzyku. Matka zaczyna karmić, dziecko dostaję siarę, która tworzy w jelitach dobroczynne bakterie. Natura wszystko przewidziała. Niestety człowiek musiał to popsuć.
    80 % odporności człowieka pochodzi z jelit, akurat ten fakt jest już znany niektórym lekarzom a pozostali bardzo go nie negują. Zaczniemy podawać takiemu małemu dziecku szczepionki gdzie jelita są jeszcze słabo wykształcone, buduje już swoją tarczę ochronną, ale podajemy mu jedną szczepionką drugą zaraz trzecia. Organizm zaczyna się bronić. To jeszcze nie MMR, ale co jeśli inne szczepionki podobnie wywołują zapalenia jelit u dzieci? Szczepionki są bezpieczne i przebadane? Umówmy się ze tak jest. Ale wciągu pierwszych 6 miesięcy maluch dostaje chyba 12-13 szczepionek. Czy ktoś zbadał jak te 12 szczepionek w takim połączeniu działa na dziecko? AZS to nie choroba, to objaw oczyszczania organizmu z toksyn. Wątroba nie nadąża oczyszczać toksyn, alergeny natomiast łatwo dostają się przez jelita, dlatego organizm dziecka wyrzuca to wszystko przez skórę.



    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety od wczesnego dzieciństwa borykam się z AZS...to nie jest tak że tą chorobę można w 100% wyleczyć. Ma ona stany uśpienia które mogą być długie, jednak wystarczy jakiś alergen i AZS wraca jak bumerang. Obecnie jestem znów na etapie sterydów, choć placki mi już znikają. Najgorsza niestety buzia i ramiona. No ale cóż-takie życie. Nie wiedziałam jednak że mogłam otrzymać AZS w pakiecie ze szczepionkami. Dermatolog do której chodzę od lat stwoerdziła że taki gen...ehh. Życzę wam dużo zdrówka i oby Szymuś jak najszybciej uśpił AZS. Mnie dorosłej ciężko znieść ten świąd a co dopiero takiemu maluszkowi :( Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo uciążliwa i dokuczliwa choroba. Dobrze, że leczenie zadziałało tak szybko.

    OdpowiedzUsuń